Nowelizacja zasad zawieszenia działalności gospodarczej dotyczy przede wszystkim uelastycznienia okresu zawieszenia działalności gospodarczej. Przejawia się to w możliwości zawieszenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorcę niezatrudniającego pracowników na okres od 30 dni do 24 miesięcy. W tej kwestii występuje jednak jeden wyjątek kiedy to do zawieszenia działalności doszło na okres 1 miesiąca, które przypadło w lutym. W tym wypadku minimalny okres zawieszenia wynosi tyle dni, ile przypada na dany miesiąc w danym roku kalendarzowym. Ten właśnie okres stanowi novum w zakresie instytucji zawieszenia działalności gospodarczej. Do 30 czerwca 2011 roku można było zawiesić działalność gospodarczą na okres od 1 miesiąca do 24 miesięcy. Korzyść z takiego uregulowania okresu zawieszenia działalności gospodarczej polega na tym, że przedsiębiorca może zawiesić działalność gospodarczą na określoną liczbę dni nie mniejszą niż 30. Tym samym przedsiębiorca nie musi już zawieszać działalności gospodarczej wedle dotychczasowego, nader sztywnego zapisu, wymagającego zawieszenia działalności gospodarczej na okresy miesięczne. Aktualnie przedsiębiorca może bowiem zawiesić działalność gospodarczą na okres liczony w dniach lub miesiącach albo w miesiącach i dniach. class="even"
Każdy ma swego konkurenta. Konkurent jest jak rodzina: same kłopoty, ale jakże by tak bez rodziny. Na rodzinę i konkurencję jesteśmy po prostu skazani. Tego się nie wybiera. I tu właśnie czyha na nas psychologiczna pułapka. Konkurenci na rynku wytwarzają między sobą, chcąc nie chcąc, pewien układ symbiotyczny, który, jak to układ, odznacza się pewną inercją, czyli trwałością. Konkurenci mają w związku z tym tendencję do myślenia sobie: jesteśmy drudzy, trzeci itd., i tak chyba już musi być. Otóż w biznesie wygrywa ten, kto nie może ścierpieć, że nie jest numerem jeden. Marketing nastawiony na utrzymanie status quo, czyli dotychczasowego udziału w rynku, de facto, jak mówi klasyk, wywiesza białą flagę. Uprawiając marketing walki, świadomie służący awansowi marki lub produktu w jego segmencie, musimy dzierżyć w dłoniach sztylet i miecz. Sztylet na tych konkurentów, który idą za nami, a ich gorący oddech owiewa nam kark, zaś miecz na tych, którzy idą przed nami, szybsi i silniejsi, pogardliwie pokazując nam plecy. Walka powinna być fair, ale tak do końca to przecież nie wiadomo, co jest dozwolone, a co już nie. Na wojnie nie zabija się jeńców, ale już krwawa jatka w polu jest jak najbardziej w dobrym stylu. W wojnie marketingowej nie wolno kłamać na temat przeciwnika, wyszydzać go lub ośmieszać, wszelako bolesne złośliwości i czytelne aluzje są legalną bronią. Nie wolno twierdzić, że jest się najlepszym, ale prawdopodobnie najlepszym to owszem.